|
Odpowiedzi na pytania Mari jak obiecałam jeszcze tu. 1) Czy zdarza się Wam ryczeć ze śmiechu nad książką, nawet jeśli siedzicie w zatłoczonym, przedziale w pociągu, albo na równie ludnym przystanku autobusowym, czy raczej tłumicie wesołość? Zdarza mi się. I nad książką i nad filmem, co z racji tego małe rozmiary Ronnie umożliwiają mi oglądanie/ czytanie różnych dziwnych rzeczy w pociągach zdarza mi się nawet dość często. Ostatnio głównie nad ST TOS raczej niż nad książką, ale przy odpowiedniej książce byłoby to całkiemmożliwe. Inna sprawa że moje reakcje są zwykle pozbawione dźwięku w sytuacjach publicznych (ergo wydaje kwiki bez kwików) więc może są one już wyjściowo przytłumione. Huh. 2) Co najczęściej Was przyciąga do nowej książki w pierwszym momencie? Ciekawa okładka, zagadkowyy tytuł czy np. nazwisko autora? Jeżeli autor jest pewną firmą, bądź urzekł mnie choć w jednym innym utworze to na pewno jego kolejna książka mnie zaciekawi. A poza tym? Hm. Czasem okładka, czasem tytuł, czasem rekomendacja przyjaciół, czasem recenzja prasowa. Ale zawsze książkę muszę przede wszystkim wziąć do ręki, przekartkować, poczytać i sprawdzić jak się z nią czuję- czy odpowiada mi atmosfera,rytm etc. Tyle w kwestii kupowania. Przy pozyczaniu jestem nieco mniej wybredna, choć z grubsza zasady postępowania pozostają te same 3) Czy chcielibyście, by treść czytanej aktualnie/ostatnio książki zastąpiła Wam na jeden dzień rzeczywistość? Ponownie hm. Zależy od książki. Jeżeli miałby to być świat wg. Mastertona czy Kinga to ja od razu mówię że nie. Literatura noir w stulu Chandlerowskim? Może być powiedzmy że na jeden wieczór, kiedy to wystąpie jako szykowna famme fatale, nie zostając przy tym zwłokami tygodnia. Świat Twighlight czytanie którego udało mi się ostatnio popełnić, raczej nie chyba że będę wampirem a pewne osoby nie. O ho ho ho. O do "Mgieł Avalonu" mogę chcieć na cały dzień bądź dłużej... W każdym razie pies leży pogrzebany w szczególe pt. "co to jest za książka" :> Ode mnie tylko jedno pytanie, do tych co pytali mnie a poza tym do wszystkich którym się odpowiedzieć chce: 1) Czy faktura i zapach książki mają dla was znaczenie? To czy jest ona drukowana/znajduje się na ekranie komputera, czy papier jest stary czy nowy, gladki czy nowy polski czy zagraniczny? Czy w jakikolwiek sposób wpływa to na przyjemność (lub jej brak) z odbioru ? I tyle. W tym tygodniu będę kasować stare notki i zwijać kramik. Zapraszam do nowego. 2009-07-29 12:38:07 || skomentuj (1)Tagi: kawałki jaźni, books Odpowiedzi 2 Tym razem na pytania Wojciecha: 1. Czy dopada cię czasem nieodparta chęć czytania jednego i tylko jednego rodzaju książek, która trwa kilka tygodni/miesięcy, a potem nagle znika w niebycie? Pewnie tak choć raczej mam fiksacje na danego autora (zwłaszcza jeśli wpakuję się- czasem niezbyt szczęśliwie- w jakiś cykl), lub jeśli owego fiksum dyrde nie zaspokoi literatura oficjalna, przerzucam się na fanfiki w danym temacie. Raczej nie miewam sytuacji w których czytam same książki o wampirach, same esefy, same fantasy, kryminały etc. 2. Czy po zakończeniu opowieści zdarzyło Ci się kiedyś fantazjować (lub pisać fanfiki) na temat siebie samej/samego ciągnącego fabułę w danym świecie przedstawionym? Prosta krótka odpowiedź dla Wojciecha? Nie, nie jestem misiem gry :P :D Sorry, nie mogłam się powstrzymać;> Odpowiedź nieco bardziej faktyczna, a prosta brzmi: tak zdarzyło mi się. Kropka. Ale to nie koniec. Nie mogłam przecież w taki sposób tego zostawić mimo iż ciąg dalszy będzie może nieco antyklimatyczny. ;> A upraszczając przydługi wywód który wyszedłby mi z tego w przeciwnym razie: a) zdarza mi się choć raczej rzadko, zastanawiać się co ja sama chciałabym zrobić w jakimś świecie przedstawionym b) nie zdarza mi się i jestem całkowicie anty autokreacjom w stylu 'przepiękna straszliwie utalentowana wersja MNIE, spotyka glównych bohaterów którzy chcą się ze mną zaprzyjaźnić i co tam tylko'. No dobrze, kiedyś przeszłam (jak kilka znanych mi osób, więc bez szantaży bitte) ten etap, ale odkąd zapoznałam się z konceptem tzw. "Mary Sue" w fikcji, coś takiego wyzwala we mnie odruchy wymiotne. Serio. Mary Sue są ZUE , kto nie wierzy niech sprawdzi co to i poczyta przykłady. Brr. c) zdarza mi się popełniać (czasem myślowe) ff odnośnie drobiazgów z danej fabuły (syndrom pt.'głupi bohater/ pisarz/ scenarzysta- trzeba coś z tym zrobić! ) lub w szerzej zakrojony kreatywnie sposób porwać wątek na nowe wody. Bo to zabawne i rozwojowe. Tyle. 3. Forma nad treść, czy odwrotnie? Preferujesz książki napisane pięknym językiem o głębokiej pięćdziesięciowarstwowej fabule,która wymaga milion-procentowego zaangażowania się, w strefę stylistyczno-filozoficzną aby móc cokolwiek zrozumieć, czy lekkie czytadła opowiadające ciekawą historię, lecz nie wyrożniające się w strefie językowej? Hm. Raczej wolę historie ciekawie napisane, niekoniecznie powalające mnie mistrzowskim użyciem słowa- wystarczy by operowaly w nim w sposób zgrabny i niezakłócający treści. Ale powtarzam nie lubię tekstów ordynarnych, niegramatycznych i prymitywnych językowo nie ważne jak ciekawa treść by za nimi nie kryla. Przy tym zdarza mi się że jakaś opowieść zafrapuje mnie bardziej artyzmem językowym niż treścią, ale artyzm również musi mieć swoje granice. Utwory których autorzy napawają się własną znajomością mądrych słów konstruując z nich wybujałe barokowe konstrukcje wystawiające na próbę cierpliwość czytającego jak i wszelkie reguły dobrego smaku, odrzucają mnie natychmiastowo i nie mam ochoty dotknąć ich nawet zaostrzonym kijem. Ważna jest opowieść, w opakowaniu które ją uwypukla, ale nie przytłacza. Na tyle obecnie starcza mojej energii w trakcie mojego rodzinnie zajętego urlopu. W następnej odsłonie odpowiedzi na pytania Mari. A poza tym, ten blog zostanie niedługo zamknięty, niech tylko znajdę chwilę czasu. Mam juz nowy adres, proszę się zgłaszać to podam. 2009-07-22 12:03:13 || skomentuj (5)Tagi: kawałki jaźni, books Disklejmer Ja naprawdę jestem z tych cichych co się nie wychylają do jakichś funkcji świecznikowo-organizacyjnych. I co? I znów mnie poniosła energia oraz minimalniee wydzielane zdolności organizacyjne, które ewidentnie czasami manifestują się zbyt jaskrawo przy cudzym niezdecydowaniu. Niemniej jednak... JA będę organizować comiesięczne spotkania? JA? Let me rephrase that... JA????! Zgłupieli normalnie.-_-" 2009-07-18 01:16:22 || skomentuj (4)Tagi: reality's fun, socjal 7 years of wicked Flirt z myślą o zmianie bloga zbliża się do punktu zwanego decyzją. 7 lat to kawał czasu, momentami wręcz za duży. Plus Blog.pl wkurza mnie ostatnio niemożebnie. We'll see. Póki co brykam robić zakupy, słuchać "Wicked" które dziś dotarło do mnie pocztą, i ogólnie rozpływać się z gorąca w ten przepiekny letni dzień, podczas wykonywania szeregu czynności niezbędnych. Niemniej jednak urlop to dobra rzecz, nawet w złej cyrkumstencji. Odpowiedzi dalsze nastąpią wkrótce. 2009-07-17 16:25:31 || skomentuj (1)Tagi: music, wicked Odpowiedzi cz. 1 Napotkałam ostatnio nieco zażaleń dotyczących tego że nie piszę. Niektórzy posunęli się tak dalego że użyli na mnie metody łańcuszkowej, która choć sama w sobie napawa mnie raczej uczuciami negatywnymi, to jednak eksponuje mą piętę achillesową w postaci przekonania że wysoce niegrzeczne i w złym guście jest nie odpowiadanie na bezpośrednio zadawane pytania. Niech wam więc będzie :>>> Najpierw pytania Leny: 1) Biblioteki: chodzicie, wypożyczacie, nurkujecie między półki - czy, jak kilka osób, które zdarzyło mi się ostatnio indagować w tym względzie, uważacie, że to instytucje typowo "dla dzieci"? Obecnie nie chodzę i nie wypożyczam głownie z braku czasu, lenistwa i lekkiej rozpaczy pochodzącej z czasów gdy świeżo sprowadziłam się do Torunia i nie mogłam znaleźć żadnej biblioteki sensownej repertuarowo i otwartej w takich godzinach żebym nie musiała biec do niej z pracy z wywieszonym ozorem,gubiąc po drodze obcasy między szczelinami w bruku miejskim. Lena podobno znalazła jakąś bibliotekę w centrum (uroki pracy w tymże) więc może sie nawet niedługo wybiorę. Poza tym biblioteki jako takie, traktuje z wielką rewerencją jako miejsca absolutnie święte i magiczne.Oczywiście im starsza i większa biblioteka tym lepiej (absolutnie kocham starą część biblioteki w Trinity College w Dublinie mogłabym w niej siedzieć godzinami nawet nie dochodząc do tego za obejrzenie czego płaci się naprawdę, czyli Book of kells) ale małe biblioteki regionalne też mają swój post-prlowski urok. Uwielbiam przechadzać się między półkami, dotykać grzbietów i stronic, oraz czytać fragmenty. Za to nie przepadam za wybieraniem książek zpoukładanych w pudełeczkach katalogów rzeczowych. Wiem, zwłaszcza przy zbieraniu materiałow naukowych w dużych bibliotekach katalogi są niezbędne,ale jak dla mnie szukanie w tychże odziera wizytę w świątyni z całego sacrum. Plus katalogi są dla ludzi którzy wiedzą konkretnie czego i po co szukają, a ja jestem z tych co ten szczegół lubią odkrywać już na miejscu. Jeszcze jedno. Kto w ogóle mówi że biblioteki są dla dzieci, i kto go tak mocno uderzył w głowę??? 2) Czy trafiliście kiedyś na twórczość nigdzie nie drukowanego amatora, która spodobała się Wam bardziej niż tzw. mainstream literacki? Hm. Pytanie ma dla mnie wymiar wielowarstowy i nie za bardzo wiem z której strony je ugryźć. Zacznijmy może od narzuconego założenia że podoba mi się jakiś mainstream literacki, i że coś takiego isnieje. Mainstream jak rozumiem jako nurt główny, realny i życiowy (ergo proza rzeczywista, literatura piękna, biografie reportaże i cała szeroko pojmowana 'norma literacka' ), w przeciwieństwie do gatunków/ nurtów niszowych takich jak horror/ fantastyka/kryminał/ realizm magiczny/ romansidło etc. Ja osobiście nie tyle lubię jakieś konkretne nurty, ja po prostu lubię lubię dobre książki/ historie. Fakt-kiedyś pasjami czytałam tylko i wyłącznie fantastykę, ale potem monotonia odrealnienia mi się przejadła i okazało się że istnieje na świecie dużo innych książek które również warto czytać. I choć nadal nie uważam że fantastyka to jeno bezsensowny eskapizm, jak twierdzą niektórzy, a raczej że jest to po prostu testowanie natury ludzkiej w okolicznościach o innych parametrach wyjściowych, to jednak teraz cieszy mnie mnogość historii które można opowiedzieć nie uciekając się do umeblowania świata obcego. Czytam więc czasem literaturę wysoką, czasem reportaże,czasem kryminały, czasem (rzadko) horrory, czasem baśnie, czasem po prostu zgrabnie napisane czytadło. Utwory niekompatybilne językowo (niegramatyczne, w paskudny sposób chropowate, nadmiernie pompatyczne lub prymitywne, czy po prosty nie przemawiające do mnie w żaden sposób) odrzucam na wstępie, ale dopóki coś dobrze się czyta, zawieszam ocenę wraz z niewiarą na haku i podążam za autorem. Potem następuje okres trawienia i weryfikacji, kiedy decyduję czy książka/utwór poza faktorem dobrej przyswajalności może być rzeczywiście określona jako dobra. I teraz-wracając do pytania jeśli natykam się na coś co nie jest oficjalnie wydane, ale z powyższych względów jest interesujące to jasne że będzie mi się podobać. Ale czy bardziej niż bliżej nieokreślony mainstream? Myślę że pytanie powinno brzmieć nie tyle czy taki hipotetyczny utwór podoba mi się BARDZIEJ, ile czy jeśli już (co zdaża się często) mi się podoba, czego dla niego chcę. Jeśli utwór takowy będzie fanfikiem w interesującej mnie tematyce,-który jeśli dobrze napisany i fabularnie intresujący bywa że podoba mi się bardziej niż niejedna książka, to jednak zdaję sobie sprawę że dzieło może on hołdować gustom i potrzebom pewnej ograniczonej grupy fanów i niekoniecznie obroni się przed światem zewnętrznym. Taki ff czytam, czasem zapiszę sobie linka, podesle znajomym którzy są w temacie, plus zapewne będę czytać z ciekawością więcej ff danego autora. Jeżeli spotykam opowiadanie/ książkę etc. które są kreacją w pełni autorską i to świetną na dodatek, dręczę autora (bo zwykle go znam. No bo prosze was. Ile znajdujecie niewydanych świetnych książek na swoim progu, podrzuconych przez osoby których nie znacie?Chyba był o czymś takim thriller kiedyś...) to męczę autora żeby kończył i publikował. Żądam więcej. Tyle. W tej chwili kibicuje jednej koleżance na progu publikacji, a nie obraziłabym się jakby JO, Lena czy Mari coś wydały. Nie ma książek lepszych niż istniejące. Są isniejące świetne książki póki co niewydane. 3) Uwalniacie książki publicznie, wymieniacie się w sieci, sprzedajecie na Allegro? Odpowiedź proszę uzasadnić :) W pewnym sensie. Kiedyś zbierałam książki nałogowo, i po dziś dzień gdy wchodzę do księgarni, a już nie daj boże antykwariatu, nerwowo ściskam w dłoni zapięcie portmonetki żeby jej czasem nie otworzyć. Mimo to parę przeprowadzek odbytych z dużym zastosowaniem własnego grzbietu, otrzeźwiło mnie na tyle że zatrzymuję książki, które wybitnie cenię lub bardzo lubię. Resztę podaję dalej, oddaję do bibliotek, sprzedaję na Allegro lub a antykwariatach, albo zamiast kupić- pożyczam. Wychodzę z założenia, że książki- zwłaszcza dobre powinny po ludziach krążyć, a życie i tak jest za krótkie byśmy wrócili do większości z nich. W moim świecie książka-jak kot, rzadko jest ludzką własnością. A tak chociaż mogę mieć nadzieję że pokieruję ją w dobre ręce. Plus całkiem egoistycznie sama czuję się wtedy duchowo (nie mylić z umysłowo) lżejsza, i mniej materialistycznie nastawiona do życia. Zysk karmiczny nie chodzi piechotą.O. Czy autorka pytań jest usatysfakcjonowana? :> cz. 2 czyli odpowiedzi na pytania Wojciecha nastąpi później. PS. Uwielbiam jak mi się formatowanie notki rozstrzela, po prostu uwielbiam. 2009-07-16 14:35:39 || skomentuj (6)Tagi: kawałki jaźni, kawałki fikcji, books Król i królewna* a raczej Królowa i królewicz ( licząc po wieku) oboje nie żyją. Nie wiem co stało się z paziem. Może okradłwszy komnaty, czmychnął do stajen wybrać konia. Próżny trud przecież jest piernika, więc i tak zjedzą go gdzies po drodze. Babcia pozabwiona medialnego szumu powyższych Majkela i Farah, wyhodowała w płucu guza. Nie jest w zasadzie ważne czy jest złośliwy czy nie. Operować go nie sposób,na chemię dla niej już o kilka mostów- lat jak zwał tak zwał- za daleko, wiec albo radio albo paliatywka. Lekarze nie prognozują, umiejętnie milczą lub mamroczą zawile cos o jakiś wycinkach, Tuszynkach, badaniach. W Nostradamusa się nie bawią i o pozostałym czasie nie mówi nikt, Mówi za to babcia. Mówi. Żeby nie planować dalekich podróży mówi. Życie rodzinne i pracowe również postanowiło raz od dzwonu wstrzelić mi się w horoskop bezbłędnie do imentu: "Optimism fades into realism today as your big ideas collide with a serious dose of the truth. You weren't purposefully avoiding the facts; it's just that some of them were hidden from your view. Now, finally, you get to see what you were missing, and it's enough to make you doubt your previous wisdom. But don't be too hard on yourself if you didn't know then what you know now. Just make the best choices possible in the present moment and get on with your life." Całkowicie się zgadzam w kwestii wyborów.Tyle że nie wszystkie one moje są. Z resztą tez powyższych moje życie zgadza się za mnie, z dużą radością wyjmując mnie z równania, stawiając obok i podśmiwając się ze mnie z jowialnością która rzekomo ma pokryć przezierające mu przez palce szyderstwo. Rzekomo jest tu słowem kluczowym. A matka nawet teraz nie chce przestać palić, mimo moich póki co delikatnych prób szantażu emocjonalnego. Twierdzi że 'już za późno'. Mam ją ochotę zdzielić, ale uczyli mnie że od bicia rodziców rączki schną, plus ta Łódź to jednak chwilowo jest ciut daleko. Guz w płucu. W płucu guz. W płu cu guz. Gu zu w płuc. Denial lekko ukruszony, próbuje trzymać się dzielnie. * Z cukru był król, Z piernika paź Królewna z marcepana jak mówił wierszyko piosnek z mego Marylowego dzieciństwa. 2009-06-26 14:02:22 || skomentuj (5)Tagi: illness, family, reality bites Jest ich kilka siedzą w mojej głowie lub zanotowane na różnych mniej lub bardziej zorganizowanych kawałkach papieru. Notka o Francji. Notka o koncercie. Kilka wrażeń bieżących które już pewnie nie wyklują się jako pełne wypowiedzi. Wszystko to jakoś przegrywa w tej chwili z faktem że moja babcia jest obecnie w szpitalu, a obok problemów żołądkowych i z tarczycą ma podejrzenie raka płuc. Więcej wiedzieć będę jutro, nie wiem czego mam chcieć dla babci w związku z. Jedyną rzeczą której jestem pewne jest denial. 2009-06-25 23:34:47 || skomentuj (3)Tagi: family, reality bites |
Tagi alanis b-days bad gal fun ben berlin bff books californication chuck dancing dark knight delights dexter dh dollhouse donegal doolin dorian dragonball dunia eire family fangirl mode festival filmiki forward motion funerals gaiman galway gilmore girls gossip girl halszka home house illness james marsters journeys kawa kawałki faktu kawałki fikcji kawałki jaźni komputer matrix me vs. reality memories past moher movies music mylene newman once oranda patryk pełnia pics queen of the damned quiz results quotes reality bites reality's fun reflections ronnie rozmowy samhain sarah jane sb seriale socjal sport star trek sweep terminator that '70s show trailery twitter violet w-py aran wall-e weddings whedonalia wicked william wong kar-wai x files
|