Odpowiedzi 3

Odpowiedzi na pytania Mari jak obiecałam jeszcze tu.


1) Czy zdarza się Wam ryczeć ze śmiechu nad książką, nawet jeśli siedzicie w zatłoczonym, 
przedziale w pociągu, albo na równie ludnym przystanku autobusowym, czy raczej tłumicie 
wesołość?

Zdarza mi się. I nad książką i nad filmem, co z racji tego małe rozmiary Ronnie umożliwiają
mi oglądanie/ czytanie różnych dziwnych rzeczy w pociągach zdarza mi się nawet dość często.
Ostatnio głównie nad ST TOS raczej niż nad książką, ale przy odpowiedniej książce byłoby
to całkiemmożliwe. Inna sprawa że moje reakcje są zwykle pozbawione dźwięku w sytuacjach
publicznych (ergo wydaje kwiki bez kwików) więc może są one już wyjściowo przytłumione. Huh.

2) Co najczęściej Was przyciąga do nowej książki w pierwszym momencie? Ciekawa okładka, 
zagadkowyy tytuł czy np. nazwisko autora?

Jeżeli autor jest pewną firmą, bądź urzekł mnie choć w jednym innym utworze to na pewno
jego kolejna książka mnie zaciekawi. A poza tym? Hm. Czasem okładka, czasem tytuł,
czasem rekomendacja przyjaciół, czasem recenzja prasowa. Ale zawsze książkę muszę przede 
wszystkim wziąć do ręki, przekartkować, poczytać i sprawdzić jak się z nią czuję- czy 
odpowiada mi atmosfera,rytm etc. Tyle w kwestii kupowania. Przy pozyczaniu jestem nieco 
mniej wybredna, choć z grubsza zasady postępowania pozostają te same

3) Czy chcielibyście, by treść czytanej aktualnie/ostatnio książki zastąpiła Wam na jeden 
dzień rzeczywistość?

Ponownie hm. Zależy od książki.
Jeżeli miałby to być świat wg. Mastertona czy Kinga to ja od razu mówię  że nie.
Literatura noir w stulu Chandlerowskim? Może być powiedzmy że na jeden wieczór,
kiedy to  wystąpie jako szykowna famme fatale, nie zostając przy tym zwłokami tygodnia.
Świat Twighlight czytanie którego udało mi się ostatnio 
popełnić, raczej nie chyba że będę wampirem a pewne osoby nie. O ho ho ho.
O  do "Mgieł Avalonu" mogę chcieć na cały dzień bądź dłużej...
W każdym razie pies leży pogrzebany w szczególe pt. "co to jest za książka" :>

Ode mnie tylko jedno pytanie, do tych co pytali mnie a poza tym do wszystkich którym się 
odpowiedzieć chce:

1) Czy faktura i zapach książki mają dla was znaczenie? To czy jest ona drukowana/znajduje 
się na ekranie komputera, czy papier jest stary czy nowy, gladki czy nowy polski czy 
zagraniczny? Czy w jakikolwiek sposób wpływa to na przyjemność (lub jej brak) z odbioru ?

I tyle.
W tym tygodniu będę kasować stare notki i zwijać kramik.
Zapraszam do nowego.



2009-07-29 12:38:07 || skomentuj (1)Tagi: kawałki jaźni, books

Odpowiedzi 2
Tym razem na pytania Wojciecha:

1. Czy dopada cię czasem nieodparta chęć czytania jednego i tylko jednego rodzaju książek,
która trwa kilka tygodni/miesięcy, a potem nagle znika w niebycie?


Pewnie tak choć raczej mam fiksacje na danego autora (zwłaszcza jeśli wpakuję się- czasem 
niezbyt szczęśliwie- w jakiś cykl), lub jeśli owego fiksum dyrde nie zaspokoi literatura
oficjalna, przerzucam się na fanfiki w danym temacie.
Raczej nie miewam sytuacji w których czytam same książki o wampirach, same esefy, same 
fantasy, kryminały etc.

2. Czy po zakończeniu opowieści zdarzyło Ci się kiedyś fantazjować (lub pisać fanfiki)
na temat siebie samej/samego ciągnącego fabułę w danym świecie przedstawionym?

Prosta krótka odpowiedź dla Wojciecha?

Nie, nie jestem misiem gry :P :D Sorry, nie mogłam się powstrzymać;>

Odpowiedź nieco bardziej faktyczna, a prosta brzmi: tak zdarzyło mi się. Kropka.


Ale to nie koniec. Nie mogłam przecież w taki sposób tego zostawić mimo iż ciąg
dalszy będzie może nieco antyklimatyczny. ;>
A upraszczając przydługi wywód który wyszedłby mi z tego w przeciwnym razie:

a) zdarza mi się choć raczej rzadko, zastanawiać się co ja sama chciałabym zrobić w 
jakimś świecie przedstawionym
b) nie zdarza mi się i jestem całkowicie anty autokreacjom  w stylu 'przepiękna
straszliwie utalentowana wersja MNIE, spotyka glównych bohaterów którzy chcą się
ze mną zaprzyjaźnić i co tam tylko'. No dobrze, kiedyś przeszłam (jak kilka znanych 
mi osób, więc bez szantaży bitte) ten etap, ale odkąd zapoznałam się z konceptem
tzw. "Mary Sue" w fikcji, coś takiego wyzwala we mnie odruchy wymiotne. Serio.
Mary Sue są ZUE , kto nie wierzy niech sprawdzi co to i poczyta przykłady. Brr.
c) zdarza mi się popełniać (czasem myślowe) ff odnośnie drobiazgów z danej fabuły
(syndrom pt.'głupi bohater/ pisarz/ scenarzysta- trzeba coś z tym zrobić! ) lub 
w szerzej zakrojony kreatywnie sposób porwać wątek na nowe wody.
Bo to zabawne i rozwojowe.
Tyle.


3. Forma nad treść, czy odwrotnie? Preferujesz książki napisane pięknym językiem
o głębokiej pięćdziesięciowarstwowej fabule,która wymaga milion-procentowego 
zaangażowania się, w strefę stylistyczno-filozoficzną aby móc cokolwiek zrozumieć,
czy lekkie czytadła opowiadające ciekawą historię, lecz nie wyrożniające się 
w strefie językowej?

Hm. Raczej wolę historie ciekawie napisane, niekoniecznie powalające mnie
mistrzowskim użyciem słowa- wystarczy by operowaly w nim w sposób zgrabny i
niezakłócający treści. Ale powtarzam nie lubię tekstów ordynarnych, niegramatycznych
i prymitywnych językowo nie ważne jak ciekawa treść by za nimi nie kryla.

Przy tym zdarza mi się że jakaś opowieść zafrapuje mnie bardziej artyzmem
językowym niż treścią, ale artyzm również musi mieć swoje granice.
Utwory których autorzy napawają się własną znajomością mądrych słów konstruując
z nich wybujałe barokowe konstrukcje wystawiające na próbę cierpliwość czytającego
jak i wszelkie reguły dobrego smaku, odrzucają mnie natychmiastowo i nie mam
ochoty dotknąć ich nawet zaostrzonym kijem.

Ważna jest opowieść,  w opakowaniu które ją uwypukla, ale nie przytłacza.


Na tyle obecnie starcza mojej energii w trakcie mojego rodzinnie zajętego urlopu.

W następnej odsłonie odpowiedzi na pytania Mari.

A poza tym, ten blog zostanie niedługo zamknięty, niech tylko znajdę chwilę czasu.
Mam juz nowy adres, proszę się zgłaszać to podam.



2009-07-22 12:03:13 || skomentuj (5)Tagi: kawałki jaźni, books

Disklejmer
Ja naprawdę jestem z tych cichych co się nie wychylają do 
jakichś funkcji świecznikowo-organizacyjnych.
I co? I znów mnie poniosła energia oraz minimalniee wydzielane
zdolności organizacyjne, które ewidentnie czasami manifestują się
zbyt jaskrawo przy cudzym niezdecydowaniu.
Niemniej jednak...
JA będę organizować comiesięczne spotkania?
JA?
Let me rephrase that...
JA????!
Zgłupieli normalnie.-_-"


2009-07-18 01:16:22 || skomentuj (4)Tagi: reality's fun, socjal

7 years of wicked
Flirt z myślą o zmianie bloga zbliża się do punktu zwanego decyzją.
7 lat to kawał czasu, momentami wręcz za duży.
Plus Blog.pl wkurza mnie ostatnio niemożebnie.
We'll see.
Póki co brykam robić zakupy,
słuchać "Wicked" które dziś dotarło do mnie pocztą,
i ogólnie rozpływać się z gorąca w ten przepiekny letni dzień,
podczas wykonywania szeregu czynności niezbędnych.
Niemniej jednak urlop to dobra rzecz, nawet w złej cyrkumstencji.

Odpowiedzi dalsze nastąpią wkrótce.


2009-07-17 16:25:31 || skomentuj (1)Tagi: music, wicked

Odpowiedzi cz. 1
Napotkałam ostatnio nieco zażaleń dotyczących tego że nie piszę.
Niektórzy posunęli się tak dalego że użyli na mnie metody łańcuszkowej, która choć
sama w sobie napawa mnie raczej uczuciami negatywnymi, to jednak eksponuje mą piętę 
achillesową w postaci przekonania że wysoce niegrzeczne i w złym guście jest nie odpowiadanie na 
bezpośrednio zadawane pytania. Niech wam więc będzie :>>> 

Najpierw pytania Leny:


1) Biblioteki: chodzicie, wypożyczacie, nurkujecie między półki - czy, jak kilka osób, które zdarzyło mi się 
ostatnio indagować w tym względzie, uważacie, że to instytucje typowo "dla dzieci"?

Obecnie nie chodzę i nie wypożyczam głownie z braku czasu, lenistwa i lekkiej rozpaczy pochodzącej z czasów 
gdy  świeżo sprowadziłam się do Torunia i nie mogłam znaleźć żadnej biblioteki sensownej repertuarowo i 
otwartej w takich godzinach żebym nie musiała biec do niej z pracy z wywieszonym ozorem,gubiąc po drodze 
obcasy między szczelinami w bruku miejskim. Lena podobno znalazła jakąś bibliotekę w centrum (uroki pracy w 
tymże) więc może sie nawet niedługo wybiorę. Poza tym biblioteki jako takie, traktuje z wielką rewerencją jako 
miejsca absolutnie święte i magiczne.Oczywiście im starsza i większa biblioteka tym lepiej (absolutnie kocham 
starą część biblioteki w Trinity College w Dublinie mogłabym w niej siedzieć godzinami nawet nie 
dochodząc do tego za obejrzenie czego płaci się naprawdę, czyli Book of kells) ale małe biblioteki regionalne 
też mają swój post-prlowski urok. Uwielbiam przechadzać się między półkami, dotykać grzbietów i stronic, 
oraz czytać fragmenty. Za to nie przepadam za wybieraniem książek zpoukładanych w pudełeczkach katalogów
rzeczowych. Wiem, zwłaszcza przy zbieraniu materiałow naukowych w dużych bibliotekach katalogi są 
niezbędne,ale jak dla mnie szukanie w tychże odziera wizytę w świątyni z całego sacrum. Plus katalogi są dla 
ludzi którzy wiedzą konkretnie czego i po co szukają, a ja jestem z tych co ten szczegół lubią odkrywać
już na miejscu.

Jeszcze jedno. Kto w ogóle mówi że biblioteki są dla dzieci, i kto go tak mocno uderzył w głowę???

2) Czy trafiliście kiedyś na twórczość nigdzie nie drukowanego amatora, która spodobała się Wam bardziej niż 
tzw. mainstream literacki?

Hm. Pytanie ma dla mnie wymiar wielowarstowy i nie za bardzo wiem z której strony je ugryźć.
Zacznijmy może od narzuconego założenia że podoba mi się jakiś mainstream literacki, i że coś takiego isnieje. 
Mainstream jak rozumiem jako nurt główny, realny i życiowy (ergo proza rzeczywista, literatura piękna, biografie
reportaże i cała szeroko pojmowana 'norma literacka' ), w przeciwieństwie do gatunków/ nurtów niszowych 
takich jak horror/ fantastyka/kryminał/ realizm magiczny/ romansidło etc.

Ja osobiście nie tyle lubię jakieś konkretne nurty, ja po prostu lubię lubię dobre książki/ historie. 
Fakt-kiedyś pasjami czytałam tylko i wyłącznie fantastykę, ale potem monotonia odrealnienia mi się przejadła 
i okazało się że istnieje na świecie dużo innych książek które również warto czytać. I choć nadal nie uważam
że fantastyka to jeno bezsensowny eskapizm, jak twierdzą niektórzy, a raczej że jest to po prostu testowanie
natury ludzkiej w okolicznościach o innych parametrach wyjściowych, to jednak teraz  cieszy mnie mnogość 
historii które można opowiedzieć nie uciekając się do umeblowania świata obcego. 
Czytam więc czasem literaturę wysoką, czasem reportaże,czasem kryminały, czasem (rzadko) horrory, czasem 
baśnie, czasem po prostu zgrabnie napisane czytadło. Utwory niekompatybilne językowo (niegramatyczne, w 
paskudny sposób chropowate, nadmiernie pompatyczne lub prymitywne, czy po prosty nie przemawiające do 
mnie w żaden sposób) odrzucam na wstępie, ale dopóki coś dobrze się czyta, zawieszam ocenę wraz z niewiarą
na haku i podążam za autorem. Potem następuje okres trawienia i weryfikacji, kiedy decyduję czy książka/utwór
poza faktorem dobrej przyswajalności może być rzeczywiście określona jako dobra. 

I teraz-wracając do pytania jeśli natykam się na coś co nie jest oficjalnie wydane, ale z powyższych
względów jest interesujące to jasne że będzie mi się podobać. Ale czy bardziej niż bliżej nieokreślony mainstream?
Myślę że pytanie powinno brzmieć nie tyle czy taki hipotetyczny utwór podoba mi się BARDZIEJ, ile czy jeśli 
już (co zdaża się często) mi się podoba, czego dla niego chcę.

Jeśli utwór takowy będzie fanfikiem w interesującej mnie tematyce,-który jeśli dobrze napisany i fabularnie 
intresujący bywa że podoba mi się bardziej niż niejedna książka, to jednak zdaję sobie sprawę że dzieło może 
on hołdować gustom i potrzebom pewnej ograniczonej grupy fanów i niekoniecznie obroni się przed
światem zewnętrznym. Taki ff czytam, czasem zapiszę sobie linka, podesle znajomym którzy są w temacie,
plus zapewne będę czytać z ciekawością więcej ff danego autora.

Jeżeli spotykam opowiadanie/ książkę etc. które są kreacją w pełni autorską i to świetną
na dodatek, dręczę autora (bo zwykle go znam. No bo prosze was. Ile znajdujecie niewydanych świetnych 
książek na swoim progu, podrzuconych przez osoby których nie znacie?Chyba był o czymś takim 
thriller kiedyś...) to męczę autora żeby kończył i publikował. Żądam więcej. Tyle.

W tej chwili kibicuje jednej koleżance na progu publikacji, a nie obraziłabym się jakby JO, Lena czy Mari coś 
wydały.  Nie ma książek lepszych niż istniejące. Są isniejące świetne książki póki co niewydane.

3) Uwalniacie książki publicznie, wymieniacie się w sieci, sprzedajecie na Allegro? Odpowiedź proszę uzasadnić :)

W pewnym sensie. Kiedyś zbierałam książki nałogowo, i po dziś dzień gdy wchodzę do księgarni, a już nie daj 
boże antykwariatu, nerwowo ściskam w dłoni zapięcie portmonetki żeby jej czasem nie otworzyć. Mimo to parę przeprowadzek odbytych z dużym zastosowaniem własnego grzbietu, otrzeźwiło mnie na tyle że zatrzymuję książki, 
które wybitnie cenię lub bardzo lubię. Resztę podaję dalej, oddaję do bibliotek, sprzedaję na Allegro 
lub a antykwariatach, albo zamiast kupić- pożyczam.  
Wychodzę z założenia, że książki- zwłaszcza dobre powinny po ludziach krążyć, a życie i tak jest 
za krótkie byśmy wrócili do większości z nich. W moim świecie książka-jak kot, rzadko jest ludzką własnością.
A tak chociaż mogę mieć nadzieję że pokieruję ją w dobre ręce. Plus całkiem egoistycznie  sama czuję się 
wtedy duchowo (nie mylić z umysłowo) lżejsza, i mniej materialistycznie nastawiona do życia.
Zysk karmiczny nie chodzi piechotą.O.

Czy autorka pytań jest usatysfakcjonowana? :>

cz. 2 czyli odpowiedzi na pytania Wojciecha nastąpi później.

PS. Uwielbiam jak mi się formatowanie notki rozstrzela, po prostu uwielbiam. 


2009-07-16 14:35:39 || skomentuj (6)Tagi: kawałki jaźni, kawałki fikcji, books

Król i królewna*
a raczej Królowa i królewicz ( licząc po wieku) oboje nie żyją.
Nie wiem co stało się z paziem. Może okradłwszy komnaty, czmychnął do 
stajen wybrać konia. Próżny trud przecież jest piernika, więc i tak zjedzą 
go gdzies po drodze.

Babcia pozabwiona medialnego szumu powyższych Majkela i Farah,
wyhodowała w płucu guza. Nie jest w zasadzie ważne czy
jest złośliwy czy nie. Operować go nie sposób,na chemię dla niej już o kilka 
mostów- lat jak zwał tak zwał-  za daleko, wiec albo radio albo paliatywka.
Lekarze nie prognozują, umiejętnie milczą lub mamroczą
zawile cos o jakiś wycinkach, Tuszynkach, badaniach.
W Nostradamusa się nie bawią i o pozostałym czasie nie mówi nikt,

Mówi za to babcia. Mówi.
Żeby nie planować dalekich podróży mówi.

Życie rodzinne i pracowe również postanowiło raz od dzwonu wstrzelić mi
się w horoskop bezbłędnie do imentu:


"Optimism fades into realism today as your big ideas collide with a serious dose of the truth. 
You weren't purposefully avoiding the facts; it's just that some of them were hidden from your view. 
Now, finally, you get to see what you were missing, and it's enough to make you doubt your previous wisdom.
But don't be too hard on yourself if you didn't know then what you know now. Just make the best choices 
possible in the present moment and get on with your life."

Całkowicie się zgadzam w kwestii wyborów.Tyle że nie wszystkie one moje są.
Z resztą tez powyższych moje życie zgadza się za mnie, z dużą radością wyjmując
mnie z równania, stawiając obok i podśmiwając się ze mnie z jowialnością
która rzekomo ma pokryć przezierające mu przez palce szyderstwo.
Rzekomo jest tu słowem kluczowym.

A matka nawet teraz nie chce przestać palić, mimo moich póki co delikatnych
prób szantażu emocjonalnego. Twierdzi że 'już za późno'. 
Mam ją ochotę zdzielić, ale uczyli mnie że od bicia rodziców rączki schną,
plus ta Łódź to jednak chwilowo jest ciut daleko.

Guz w płucu. W płucu guz. W płu cu guz. Gu zu w płuc.
Denial lekko ukruszony, próbuje trzymać się dzielnie.

*
Z cukru był król,
Z piernika paź
Królewna z marcepana

jak  mówił wierszyko piosnek z mego Marylowego dzieciństwa.





2009-06-26 14:02:22 || skomentuj (5)Tagi: illness, family, reality bites

Jest ich kilka
siedzą w mojej głowie lub zanotowane na różnych mniej lub bardziej zorganizowanych kawałkach 
papieru. Notka o Francji. Notka o koncercie. Kilka wrażeń bieżących które już pewnie nie wyklują
się jako pełne wypowiedzi.

Wszystko to jakoś przegrywa w tej chwili z faktem że moja babcia jest obecnie w szpitalu,
a obok problemów żołądkowych i z tarczycą ma podejrzenie raka płuc.
Więcej wiedzieć będę jutro, nie wiem czego mam chcieć dla babci w związku z.
Jedyną rzeczą której jestem pewne jest denial.



2009-06-25 23:34:47 || skomentuj (3)Tagi: family, reality bites

  



 

 



My Book



Paths

 



Passed thru here

2009
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień




Tagi